Debata wokół „Café Auschwitz” w Oświęcimiu

2013-07-07

– To jest chyba przede wszystkim książka o pamięci. A może nawet o pamięciach – mówił o „Café Auschwitz” dr Joachim Russek podczas spotkania z autorem i Zofią Posmysz w Oświęcimiu w dniu 5 lipca.

– Papież, Wałęsa i Auschwitz: to trzy rzeczy, które współcześnie kojarzą się z Polską – mówił dr Joachim Russek podczas dyskusji wokół książki, która odbyła się 5 lipca w Międzynarodowym Domu Spotkań Młodzieży w Oświęcimiu. Zastanawiał się, czy temat, który podejmuje autor, nie jest już w literaturze wyeksploatowany. Autor tłumaczył: – W literaturze są pewne tematy, które, choć może wydają się wyeksploatowane, trzeba podejmować, jakby mówiło się o nich po raz pierwszy.

– Ta książka nie jest też dla mnie tylko książką o przyjaźni polsko-niemieckiej.To jest chyba przede wszystkim książka o pamięci. A może nawet o pamięciach – mówił dr Russek. – Fragment książki, w którym byli więźniowie kłócą się o cyklon B, jest przekonującym dowodem, że każdy ma swoją pamięć o Auschwitz.

Ksiądz doktor Manfred Deselaers z Centrum Dialogu i Modlitwy w Oświęcimiu przyznał, że woli czytać wspomnienia niż opowiadania. Dlatego był początkowo sceptyczny, czytając książkę Braunsa. Dodał jednak, że w tej książce chodzi o coś innego –nie o dokumentację, lecz o szukanie zrozumienia tego świata poprzez postać Janusza, byłego więźnia KL Auschwitz. – To rozumienie jest ważne, by lepiej zrozumieć nasz świat. Ta dyskusja o cyklonie B, ten konflikt między więźniami – jest dla mnie wspaniałym opisem, co znaczy Auschwitz dla byłych więźniów. I to się autorowi bardzo udało – mówił Deselaers.

– Dla mnie – wyznał autor – ta powieść jest mieszanką prawdy i fikcji i musiała taka być. Pisałem tę książkę przez dwa lata. W pewnym momencie stwierdziłem, że czysta dokumentacja mi nie wystarczy – że są mi potrzebne pewne zabiegi literackie, bym mógł lepiej przedstawić moją opowieść. Jednak postacie w książce mają swoje pierwowzory, wydarzenia w niej zawarte nawiązują do autentycznych historii.

Esesman z ludzką twarzą

– Gdy przygotowywałem tę książkę, spotkałem się w Niemczechz wieloma byłymi esesmanami. Było to dla mnie bardzo interesujące doświadczenie. Pewnego dnia, niezapowiedziany, zadzwoniłem do mieszkania byłego esesmana. Ten, pomimo że spodziewał się gości, zaprosił mnie do swojego gabinetu. Jego rodzina czekała na gości w drugim pokoju, ciasto i kawa stały na stole. Widziałem, jak bardzo rodzina stara się uchronić mężczyznę przed nieprzyjemnymi pytaniami, nie chce, by ktoś zakłócił spokój jemu i domownikom. W pewnym momencie, gdy zacząłem zadawać mężczyźnie niewygodne pytania, on padł przede mną na kolana i poprosił o wybaczenie. Mnie poprosił o wybaczenie… To pokazuje – sprawcy też mogą być ludzcy.

– Byli ludzcy esesmani – mówiła Zofia Posmysz – Nie było ich wielu, ale byli. Trzeba w nich tylko było to człowieczeństwo odnaleźć.

Kyrie eleison

– Punktem wyjścia powieści Braunsa jest spotkanie Alexa z Januszem – mówił ksiądz doktor Deselaers. ‑ Auschwitz było zniszczeniem relacji, a odbudowa, leczenie tych relacji odbywa się poprzez spotkanie ofiar z katami.

 – W rozdziale „Kyrie eleison” pastor w pewnej małej niemieckiej miejscowości zadaje byłemu esesmanowi modlitwę „Panie zmiłuj się nade mną” – dodał ksiądz dr Deselaers – Jednak nie chodzi tylko o to, by prosić: „Panie, zmiłuj się nade mną”, ale też: „Ty zmiłuj się nade mną”.

W debacie poświęconej książce wzięli udział ks. dr Manfred Deselaers z Centrum Modlitwy i Dialogu w Oświęcimiu, dr Joachim Russek z Centrum Kultury Żydowskiej w Krakowie, Zofia Posmysz, pisarka, była więźniarka KL Auschwitz oraz Dirk Brauns, pisarz, korespondent niemieckich mediów w Polsce. Organizatorami spotkania byli: Międzynarodowy Dom Spotkań Młodzieży w Oświęcimiu oraz Centrum Dialogu i Modlitwy w Oświęcimiu, Fundacja Konrada Adenauera, Fundacja Współpracy Polsko-Niemieckiej i Wydawnictwo Akcent. Zdjęcia wykonał Dominik Smolarek.

Zofia Matejewska

Fragment książki Café Auschwitz”, Dirk Brauns, Wydawnictwo Akcent, Warszawa 2013 

Zoltan Rosenstern był jednym z niewielu żyjących jeszcze członków Sonderkommando.

– Co za bzdury wygadujesz. Cyklon B był do zabijania! Sam to widziałem – wściekał się.

Janusz opowiedział wcześniej, że w wannach dezynfekcyjnych,w których więźniowie musieli zanurzać się przy przyjmowaniu do obozu, znajdowało się niewielkie stężenie roztworu cyklonu B. Upierał się przy swojej opinii:

– Ciecz w wannach była zielona i zawierała cyklon B. Dlatego musieliśmy nosić rękawice.

– Gdzie byłeś w Auschwitz? Co robiłeś? Wynosiłeś na przykład ciała z komór? Wlokłeś je po mokrym betonie? Tłukłeś potem resztki kości, aż stały się jak mąka?

– Nie. Ale roznosiłem jedzenie w komando magazynu i dwa razy dziennie przechodziłem obok krematoriów. Widziałem to, co widziałem.

– Nie dyskutuj ze mną! No co widziałeś? Cyklon B to nie był żaden środek kąpielowy. Jak został rozsypany, to w zamkniętych pomieszczeniach po dwudziestu minutach był spokój. Koniec.

– Nikt też temu nie zaprzecza – powiedział Janusz i od nowa zaczął o wannach kąpielowych.

Każdy na sali wiedział, czym był cyklon B i do czego służył. Tym, co mnie interesowało bardziej niż szczegóły techniczne, było rozgoryczenie, z jakim dwaj dawni więźniowie napadali na siebie nawzajem przy okazji tematu trującego gazu. Wydawało się, że mało przejmuje ich to, czy ktoś się im przysłuchuje albo czy są filmowani. Bronili, każdy swojej, „Sauny”, swojego krematorium, swojego znawstwa cyklonu B. To było przygnębiające (…).

zobacz wszystkie wydarzenia

katalog pdf

partnerzy





newsletter

(i wpisz nazwę wydawnictwa)

by otrzymywać newsletter


RSS wydarzenia



Wydawnictwo Akcent

© BC Edukacja sp. z o.o. 2011